po tych wszystkich przejściach jestem teraz jak skała lodowa. Niby mam uczucia, jednak są one skrzętnie chowane gdzieś na dno mojego jestestwa, tak aby nikt nie mógł mnie skrzywdzić.
Stałam się zołzowata i mało dostępna, to z mojego punktu widzenia, bo mój partner uważa zupełnie inaczej. On uważa, że tylko wtedy gdy mam PMS, jestem troszkę uciążliwa, ale da sięto przeżyć, bo ważne że przeżywamy to razem.
Tak...trafiłam na anioła, ileż on ma do mnie cierpliwości, a ile miłości, choć z mojego punktu widzenia nie do końca mu ufam... w końcu to facet i nie ważne, że mówi mi że nie mógłby mnie skrzywdzić, ja wiem swoje, lepiej nie ufać na 100 %
Jak się poznaliśmy? Otóż na portalu randkowym, wśród 300 osób, on jedyny podziękował mi za uśmiech, co zatrzymało mnie na chwilę i zastanowienie się, co to za dinozaur? Czy tacy faceci jeszcze istnieją? Wszystkie oferty ze strony 300 osób nie wyróżniały się niczym, każda była niemal jednakowa, czy się umówimy?, czy się poznamy? I miałam już serdecznie dość tych żmudnych odpowiedzi, ja tylko pisze nie umawiam się!!!
Co mnie w nim urzekło? Na początku dużo pisaliśmy do siebie, ale ja już po 6 godzinach chciałam się spotkać, zaproponowałam więc kawę w śródmieściu ...a tu Zonk!!!
Dostałam kosza...ja, która tylu mężczyznom odmawiałam i nie chciałam się spotykać, nagle spotkałam się z odmową. No cóż, bywa i tak, nie będę namawiać, skoro nie to nie.
Przeszłam nad tym do porządku dziennego, ale nadal dużo ze sobą konwersowaliśmy, aż wreszcie doszłam do wniosku, że jest to wirtualna przyjaźń, dlatego zadedykowałam piosenkę mojego ulubionego wokalisty Andrzeja Rybińskiego
To skłoniło mojego wybranka do zastanowienia się nad spotkaniem, tym razem to On zaproponował i miejsce i termin, była to wystawa w galerii. Byłam zachwycona, jednak obleciał mnie strach, znaliśmy się już trochę z naszych konwersacji, bo prawie pół roku, ale jednak to nie to samo co spotkania face to face. Jakoś dziwnie myślałam, że jestem za mało elokwentna na to spotkanie, bo pisać to każdy potrafi jednak, gdy przychodzi do wypowiedzi, mam jakieś niewielkie opory do znajdowania słów, którymi mogłabym oddać to co skrywa moja głowa.
Spotkaliśmy się... :)
Było pochmurno i deszczowo, mimo, że był 1 luty, szliśmy oboje pod parasolem, co nas niesamowicie zbliżyło, przymusowo, czy tego chciałam czy nie musiałam wziąć Wojtusia pod rękę, było nawet miło, jednak na pierwszym spotkaniu takie zbliżenie było mało komfortowe dla mnie , jednak dzielnie trzymałam się i wyprostowana kroczyłam do galerii.
Byliśmy na czas, tłumy ludzi zebrało się, aby obejrzeć wystawę nowoczesnej sztuki, były poczęstunki i zdjęcia, byłam niesamowicie spięta, nigdy dotąd nie byłam na takiej wystawie i to jeszcze u boku mojego jak dotąd wirtualnego przyjaciela. Jednak cieszyłam się chwilą i rozdawałam uśmiechy na prawo i lewo. Wystawa była wspaniała, sztuka młodej artystki bardzo mnie urzekła, potrafiła wykonać wspaniałe przestrzenne obrazy, pokazała je w doskonały sposób, ja tak bardzo kocham sztukę a tu tyle emocji na raz, to było niesamowite :)
Po wystawie poszliśmy do McDonalds i zjedliśmy coś nie przestając rozmawiać. Bardzo byłam zafascynowana nowym doświadczeniem, jakim było możliwość słuchania głosu i patrzenia na osobę, z którą tyle czasu konwersowałam jedynie poprzez komunikatory internetowe, pisząc i wysyłając zdjęcia. otrzymywałam również zdjęcia, dlatego twarz była mi znana jednak było to niesamowite przeżycie i niesamowita trema, czy mu się spodobam? Jest przecież taki wykształcony a ja tylko technikum i matura. Czy nie dam plamy?
Umówiliśmy się na drugi dzień czyli w sobotę na wycieczkę do Muzeum Narodowego, strasznie się cieszyłam na tą okazję, uwielbiam malarstwo, a tam było mnóstwo pięknych obrazów. Weszliśmy razem do gmachu muzeum i już od progu, przywitała nas cudowna atmosfera tego miejsca, czułam się taka ważna, niczym pani prezydent, w sumie nie wiem dlaczego, chyba ze względu na fakt miejsca pracy mojego adoratora.
Mnóstwo pięknych obrazów wykonanych najróżniejszymi technikami, sprawiło, że poczułam ogromne podniecenie, było to coś tak niesamowitego, że nie potrafię tego opisać, ale oglądając te obrazy mało nie dostałam orgazmu, w życiu nie spotkałam się z takim obiorem sztuki, to było naprawdę niesamowite uczucie. Może ktoś pomyśli, że jestem zboczona, ale ja pragnęłam tylko jednego...
Do tej pory zastanawiam się, czy to ta sztuka, czy trafiłam po prostu na tą właściwą osobę, czy samotność, bo w końcu miałam pokochać samotność, gdy mój obiekt zainteresowania zdecydował o spotkaniu. Niezbadane są wyroki Boskie, gdy modliłam się o to by na mojej drodze stanął ktoś, kto będzie podobny do mojej babci, będzie kochał sztukę i muzykę tak jak ja, o kogoś kto będzie mnie kochał tak, jak mój ex pokochał o wiele młodszą, o kogoś kto będzie kulturalny i elokwentny, kto będzie mnie uczył angielskiego... Nagle te wszystkie moje marzenia spełniły się, a ja właśnie poznawałam każde z osobna, wytyczone w jednej osobie. To wszystko było tak niesamowite, że ciężko było mi w to uwierzyć. Dlatego tłumaczyłam sobie, pewnie mnie oszukuje i tylko gra takiego, ale skąd do cholery wie o moich pragnieniach, a może to diabeł w ludzkiej postaci, chce się przypodobać i tak sobie poczyna... Jednak w miarę upływu czasu, okazało się, że mam do czynienia z aniołem, był to mój własny indywidualny ideał, którego szukałam i jak zaczarowana za pierwszym razem trafiłam w dziesiątkę. Czy to wszystko możliwe, czy można wytyczyć sobie osobę, jaka ma być i czy można dostać dokładnie o kogo się prosiło? Człowieka, który jest bardzo mądry i szlachetny, kulturalny i podoba mi się bo przypomina mi moją SWP babcię.
Pomyślałam, to nie przetrwa...ciesz się chwilą, bo zaraz zniknie twój Książę. A jednak nie znika i przetrwaliśmy 2014 rok, który wydawał mi się po moim szczęśliwym roku 2013 nie do przebrnięcia. Jest wiele aspektów do opisania, ale nie wszystko mogę opisać, moja moralność i etyka nie pozwala na wyjawienie wszystkiego. Wiem jednak jedno, warto marzyć i stawiać sobie cele do zrealizowania, to one napędzają nasze jestestwo na tej ziemi i dają nam to czego potrzebujemy w danym momencie.
W tym momencie ja potrzebowałam cholernego wsparcia, większego niż potrafiłam sobie nawet wyobrazić. Dostałam to o co prosiłam, powinnam Bogu dziękować codziennie za to, że postawił na mojej drodze mojego najukochańszego wymarzonego i wyczekanego przyjaciela, moją bratnią duszę...
Stałam się zołzowata i mało dostępna, to z mojego punktu widzenia, bo mój partner uważa zupełnie inaczej. On uważa, że tylko wtedy gdy mam PMS, jestem troszkę uciążliwa, ale da sięto przeżyć, bo ważne że przeżywamy to razem.
Tak...trafiłam na anioła, ileż on ma do mnie cierpliwości, a ile miłości, choć z mojego punktu widzenia nie do końca mu ufam... w końcu to facet i nie ważne, że mówi mi że nie mógłby mnie skrzywdzić, ja wiem swoje, lepiej nie ufać na 100 %
Jak się poznaliśmy? Otóż na portalu randkowym, wśród 300 osób, on jedyny podziękował mi za uśmiech, co zatrzymało mnie na chwilę i zastanowienie się, co to za dinozaur? Czy tacy faceci jeszcze istnieją? Wszystkie oferty ze strony 300 osób nie wyróżniały się niczym, każda była niemal jednakowa, czy się umówimy?, czy się poznamy? I miałam już serdecznie dość tych żmudnych odpowiedzi, ja tylko pisze nie umawiam się!!!
Co mnie w nim urzekło? Na początku dużo pisaliśmy do siebie, ale ja już po 6 godzinach chciałam się spotkać, zaproponowałam więc kawę w śródmieściu ...a tu Zonk!!!
Dostałam kosza...ja, która tylu mężczyznom odmawiałam i nie chciałam się spotykać, nagle spotkałam się z odmową. No cóż, bywa i tak, nie będę namawiać, skoro nie to nie.
Przeszłam nad tym do porządku dziennego, ale nadal dużo ze sobą konwersowaliśmy, aż wreszcie doszłam do wniosku, że jest to wirtualna przyjaźń, dlatego zadedykowałam piosenkę mojego ulubionego wokalisty Andrzeja Rybińskiego
Wyniki wyszukiwania
, "mojemu wirtualnemu przyjacielowi"To skłoniło mojego wybranka do zastanowienia się nad spotkaniem, tym razem to On zaproponował i miejsce i termin, była to wystawa w galerii. Byłam zachwycona, jednak obleciał mnie strach, znaliśmy się już trochę z naszych konwersacji, bo prawie pół roku, ale jednak to nie to samo co spotkania face to face. Jakoś dziwnie myślałam, że jestem za mało elokwentna na to spotkanie, bo pisać to każdy potrafi jednak, gdy przychodzi do wypowiedzi, mam jakieś niewielkie opory do znajdowania słów, którymi mogłabym oddać to co skrywa moja głowa.
Spotkaliśmy się... :)
Było pochmurno i deszczowo, mimo, że był 1 luty, szliśmy oboje pod parasolem, co nas niesamowicie zbliżyło, przymusowo, czy tego chciałam czy nie musiałam wziąć Wojtusia pod rękę, było nawet miło, jednak na pierwszym spotkaniu takie zbliżenie było mało komfortowe dla mnie , jednak dzielnie trzymałam się i wyprostowana kroczyłam do galerii.
Byliśmy na czas, tłumy ludzi zebrało się, aby obejrzeć wystawę nowoczesnej sztuki, były poczęstunki i zdjęcia, byłam niesamowicie spięta, nigdy dotąd nie byłam na takiej wystawie i to jeszcze u boku mojego jak dotąd wirtualnego przyjaciela. Jednak cieszyłam się chwilą i rozdawałam uśmiechy na prawo i lewo. Wystawa była wspaniała, sztuka młodej artystki bardzo mnie urzekła, potrafiła wykonać wspaniałe przestrzenne obrazy, pokazała je w doskonały sposób, ja tak bardzo kocham sztukę a tu tyle emocji na raz, to było niesamowite :)
Po wystawie poszliśmy do McDonalds i zjedliśmy coś nie przestając rozmawiać. Bardzo byłam zafascynowana nowym doświadczeniem, jakim było możliwość słuchania głosu i patrzenia na osobę, z którą tyle czasu konwersowałam jedynie poprzez komunikatory internetowe, pisząc i wysyłając zdjęcia. otrzymywałam również zdjęcia, dlatego twarz była mi znana jednak było to niesamowite przeżycie i niesamowita trema, czy mu się spodobam? Jest przecież taki wykształcony a ja tylko technikum i matura. Czy nie dam plamy?
Umówiliśmy się na drugi dzień czyli w sobotę na wycieczkę do Muzeum Narodowego, strasznie się cieszyłam na tą okazję, uwielbiam malarstwo, a tam było mnóstwo pięknych obrazów. Weszliśmy razem do gmachu muzeum i już od progu, przywitała nas cudowna atmosfera tego miejsca, czułam się taka ważna, niczym pani prezydent, w sumie nie wiem dlaczego, chyba ze względu na fakt miejsca pracy mojego adoratora.
Mnóstwo pięknych obrazów wykonanych najróżniejszymi technikami, sprawiło, że poczułam ogromne podniecenie, było to coś tak niesamowitego, że nie potrafię tego opisać, ale oglądając te obrazy mało nie dostałam orgazmu, w życiu nie spotkałam się z takim obiorem sztuki, to było naprawdę niesamowite uczucie. Może ktoś pomyśli, że jestem zboczona, ale ja pragnęłam tylko jednego...
Do tej pory zastanawiam się, czy to ta sztuka, czy trafiłam po prostu na tą właściwą osobę, czy samotność, bo w końcu miałam pokochać samotność, gdy mój obiekt zainteresowania zdecydował o spotkaniu. Niezbadane są wyroki Boskie, gdy modliłam się o to by na mojej drodze stanął ktoś, kto będzie podobny do mojej babci, będzie kochał sztukę i muzykę tak jak ja, o kogoś kto będzie mnie kochał tak, jak mój ex pokochał o wiele młodszą, o kogoś kto będzie kulturalny i elokwentny, kto będzie mnie uczył angielskiego... Nagle te wszystkie moje marzenia spełniły się, a ja właśnie poznawałam każde z osobna, wytyczone w jednej osobie. To wszystko było tak niesamowite, że ciężko było mi w to uwierzyć. Dlatego tłumaczyłam sobie, pewnie mnie oszukuje i tylko gra takiego, ale skąd do cholery wie o moich pragnieniach, a może to diabeł w ludzkiej postaci, chce się przypodobać i tak sobie poczyna... Jednak w miarę upływu czasu, okazało się, że mam do czynienia z aniołem, był to mój własny indywidualny ideał, którego szukałam i jak zaczarowana za pierwszym razem trafiłam w dziesiątkę. Czy to wszystko możliwe, czy można wytyczyć sobie osobę, jaka ma być i czy można dostać dokładnie o kogo się prosiło? Człowieka, który jest bardzo mądry i szlachetny, kulturalny i podoba mi się bo przypomina mi moją SWP babcię.
Pomyślałam, to nie przetrwa...ciesz się chwilą, bo zaraz zniknie twój Książę. A jednak nie znika i przetrwaliśmy 2014 rok, który wydawał mi się po moim szczęśliwym roku 2013 nie do przebrnięcia. Jest wiele aspektów do opisania, ale nie wszystko mogę opisać, moja moralność i etyka nie pozwala na wyjawienie wszystkiego. Wiem jednak jedno, warto marzyć i stawiać sobie cele do zrealizowania, to one napędzają nasze jestestwo na tej ziemi i dają nam to czego potrzebujemy w danym momencie.
W tym momencie ja potrzebowałam cholernego wsparcia, większego niż potrafiłam sobie nawet wyobrazić. Dostałam to o co prosiłam, powinnam Bogu dziękować codziennie za to, że postawił na mojej drodze mojego najukochańszego wymarzonego i wyczekanego przyjaciela, moją bratnią duszę...
Komentarze
Prześlij komentarz