Było piękne lato a ja piękna i młoda, miałam 17 lat kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Mirka. Był zapatrzony we mnie jakby zobaczył anioła, już wtedy powinnam zastanowić się nad jego zachowaniem a nie jak to ciele na rzeź iść prosto pod nóż…
Był rok 1990 wyjechałam z Łodzi do chrzestnej na wakacje było bardzo nudno, ale Warszawa…wielkie miasto prestiżowo dawało po oczach swoim przepychem, a w zaludnionych osiedlach wesoło tętniło życie. Nic nie wskazywało na czychające niebezpieczeństwo, które miało mi przynieść życie.Zobaczyłam go jak przygląda mi się z daleka trzymając psa na smyczy. Udawałam, że tego nie widzę, ale pozwalałam mu na siebie patrzeć choć miałam wrażenie, że za chwile pożre mnie wzrokiem. Całę to zajście miało miejsce pod blokiem zarówno jego jak i mojej chrzestnej, bo na boisku szkolnym. Kiedy z oporami ruszył do swojego bloku, ja zostałam i obserwowałam co będzie dalej. wszedł do swojej klatki a tam pojechał na któreś z pięter. Czekałam z niecierpliwością, chociaż nie zamieniliśmy ani słowa, coś mówiło mi, że ten facet odbije piętno na moim życiu i tak też było, ale wszystko w swoim czasie, zdążę o tym opowiedzieć. Wjechał na Vp i zatrzymał się jeszcze na klatce, po chwili zniknął, aby pojawić się powtórnie już w swoim oknie. W ten o to sposób dowiedziałam się gdzie mieszka a jak się później okazało, gdzie jest okno wychodzące z jego pokoju na to nieszczęsne boisko, na którym się spotkaliśmy. Wiedziałam, że powinnam się odwdzięczyć i również pokazać, gdzie mieszkam, wpadłam więc na pomysł, że ja, aby pokazać mu, że mieszkam na Ip wjadę windą na samą górę i schodząc pokażę mu, że tam bo zniknę dokładnie na tym piętrze. Tak też zrobiłam schodząc co piętro wyglądałam przez okna klatki schodowej i za każdym razem był w oknie. Serce chciało mi się wyrwać z podniecenia, bo i chwila była niesamowita. Miałam wiernego widza, który skrzętnie podpatrywał każdy mój ruch.
Komentarze
Prześlij komentarz